Wy też tak mało słyszycie o produktach do higieny okolic intymnych ?
Nie wiem, za bardzo w czym rzecz, może to coś wstydliwego ?
W każdym razie nie dla mnie. Dla mnie to produkt jeden z wielu jakie stoją pod prysznicem. Taki sam jak szampon czy żel pod prysznic. Chociaż niezwykle ważny . Dlatego postanowiłam się z wami podzielić moim odkryciem :)
Pewnego pięknego dnia (był piękny, bo to było w lecie) zaszłam do Drogerii Natura (co już jest dziwne, bo to moja najmniej lubiana drogeria z sieciówek). Akurat była promocja przy kasie, na którą namówiła mnie Pani, 2 żele Intimelle w cenie jednego (czyli zapłaciłam za oba 7.99). Pomyślałam sobie, a co mi tam, najwyżej będę nimi myła pędzle, bo cena jak najbardziej korzystna. Kilka miesięcy przeleżały w szafce zapasów. Zabierałam się za nie opornie, nie wiem może bałam się, że wypali mi skórę :D Aż w końcu się za nie zabrałam ...
Nagietek :
Po wersję z nagietkiem sięgnęłam najpierw. Nie przepadam za różanymi zapachami, dlatego nie chciałam od razu się do nich zrazić :D Ma bardzo dobry skład - posiada ekstrakt z nagietka oraz kwas mlekowy. Ma także w składzie SLS, ale nie na początku, co działa na jego korzyść. Nie zawiera też mydła ani substancji zagęszczających.
Ma lekko kwaśny zapach, co absolutnie nie jest wyczuwalne podczas używania, ja po prostu wsadziłam nos w butelkę :D Barwa jest lekko beżowa, czego dzięki mojej super ręce (:D) niestety nie zobaczycie na zdjęciu ...
Jest dosyć wodnisty, ale nie posiada zagęszczaczy i to zapewne dlatego. Jak nie wyleje się 10 pompek na raz to nie ucieka z ręki, a i produkt się nie marnuje ;)
Spełnia swoje podstawowe zadanie - bardzo dobrze myje. Lekko pachnie, odświeża i delikatnie się pieni.
Co najważniejsze - nie podrażnia ! Jest też bardzo wydajny, wystarczą 2-3 pompki i gotowe ;)
Róża :
To wersja, którą używam obecnie. I zapach nie jest taki straszny ! Nie jest intensywny, co wiadomo dla każdego może być plusem albo minusem, ale mnie to zdecydowany plus ! :)
Jego zaletą jest też to, że jest bardzo delikatny i nawet po depilacji nie podrażnia skóry.
Jedyne, co na pierwszy rzut oka, jest inne w tych żelach to kolor i zapach :D
Ten jest bardziej perłowy i odrobinę bardziej beżowy. Delikatnie się pieni jak jest brat ;) Także zawiera kwas mlekowy oraz w tej wersji ekstrakt z róży stulistnej.
Ostatnim, dodatkowym, plusem jest oczywiście pompka, która pomaga tym płynom być wydajnymi. Inaczej pewnie taka wielka (400ml) butla skończyła by się po miesiącu.
Dla mnie to produkty działają jednakowo i nie widzę specjalnej różnicy podczas jak i po ich stosowania.
Na pewno będę sięgać po produkty Intimelle coraz częściej ;)
Wszystkie produkty z linii Intimelle zawierają delikatne składniki myjące, które są przyjazne dla wrażliwej skóry. Kwas mlekowy zawarty w żelach i płynach Intimelle sprzyja utrzymaniu właściwej flory bakteryjnej i pomaga w zachowaniu prawidłowego kwaśnego pH okolic intymnych. W żelach i płynach Intimelle nie ma mydła ani sztucznych substancji zagęszczających.
Nie wspomniałam Wam chyba jeszcze, że Intimelle to produkt własny Drogerii Natura ;)
To tyle, mam nadzieje, że o niczym nie zapomniałam :)
Chętnie wypróbuję innych wersji. A może wy używałyście i możecie mi jakąś polecić ? :)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
Pustaczki / projekt denko marzec cz. I ! Uwaga, znowu gigant !
Naprawdę zaciekawia mnie fakt jak ja to robię, że tak dużo zużywam. Zawsze wydaje mi się, że w tym miesiącu lipa, nic nie zużyłam, szkoda robić nawet zdjęć. Zaglądam do szafki z pustakami a tu niespodzianka ! Prawie się z niej wysypuje :D Od kiedy zaczęłam zbierać te puste opakowania, a nie wyrzucać na bieżąco widzę jak dużo zużywam, a co za tym idzie co mogę kupić :D
W tym miesiącu udało i się zużyć :
Z kolorówki :
- Astor - Play it Big ! - lash extensive mascara - masakra nie maskara ! Niby włoski, które miały chyba dac efekt pogrubienia albo wydłużenia rzęs były wszędzie tylko nie na rzęsach. Miałam je na całej twarzy, szczególnie po intensywnym dniu. Nie kupię ponownie
- Essence - I love Runway highlighter - bardzo go było widac na twarzy. W sensie jego granice - ciężko było go rozetrzeć. Ogólnie jakiś nie w moim typie był. Próbowałam go też dawać w wewnętrzny kącik oka, ale tam znowu był za słaby. Nie kupię ponownie
- Maybelline - the Rocket Volum' Express Mascara - jak to dziadostwo ciężko zmyć z rzęs ! Poza tym nie lubię silkonowych szczoteczek. Efekt może był fajny, ale trochę się osypywała pod koniec dnia. Nie kupię ponownie
- Eveline - bio Hyaluron 4D, BB korektor do twarzy 8 w 1 kryjąco-rozświetlający, odcień nude - no rozwietlający to on nie jest. Jakoś szczególnie też nie kryje. Ale jest lekki, nie wchodzi w zmarszczki. Mam jeszcze jeden w zapasie, ale nie kupię ponownie
A z pielęgnacji włosów :
- Schwarzkopf - Palette - Salon Colors - 9-7 Miedziany Blond - piękny kolor, jak na razie dobrze się utrzymuje, nie wypłukuje się szybko. Mam teraz włosy w kolorze złota, które wszyscy chwalą ;) Kupię ponownie
- Isana - Trocken Shampoo - średniak. Ma strasznie duszący zapach, musiałam przed nim uciekać z łazienki :D Biały nalot zostawał mi na włosach, nieba dało się do wyczesać, ale było widac, że coś tam jest. Efekt siwych odrostów nie jest u mnie pożądany. Nie kupię ponownie
- Schwarzkopf - Gliss Kur - Silk Gloss Hairspray - moc 3 extra starker halt - ja chyba jednak wolę lakiery z serii Taft. Ten był byle jaki. Słaby, nie utrzymywał niesfornych włosków tam gdzie miały być - a o to najbardziej mi chodzi. Wystarczyło, że wiał wiatr i już było po fryzurze. Nie kupię ponownie
- Green Pharmacy - Szampon do włosów suchych - olej arganowy i granat - wiecie co ? Śmierdział jak sfermentowane wino domowej roboty :D Ale poza tym przyjemny. Włosy nie były obciążone, nadawał się też do mycia pędzli. Kupię ponownie, ale spróbuję innej wersji ;)
- Garnier - Ultra Doux - Sekrety Prowansji - Morela z regionu Roussillon i olejek migdałowy - [RECENZJA] - szampon, który naprawdę bardzo mi się spodobał. Nie obciążał włosów, długo zachowywały świeżość. Bajeczny zapach. Kupię ponownie
- Biosilk - Silk - jeden z moich ulubionych jedwabi do włosów. Wiem, że to same silikony, ale ja używam go tylko jak mam spięte włosy, np. w warkocz i chcę żeby ładnie błyszczały. Jedyne "ale" mam do opakowania. Nie podoba mi się ta forma dozowania produktu, ja zawsze przelewam go do opakowania z pompką. Kupię ponownie
- Alverde - Aroma pflegeol - Kokos - bardzo przyjemny olejek. Używałam go głównie do olejowania włosów - tu spisał się świetnie. Włosy były miękkie, odżywione, lśniące. Ale także do ciała i muszę przyznać, że taka opcja nawilżania bardzo mi odpowiada - w sensownej ilości szybko się wchłania, nie brudzi ubrań, a ciało ... Ciało jest niebiańskie ! Kupię ponownie
- Inter fragrances - Seboradin Niger - Lotion kuracja do włosów przetłuszczających się, skłonnych do wypadania - nie rozumiem fenomenu tego produktu. Mi nie pomógł. Dodatkowo strasznie obciążał mi włosy. Nie kupię ponownie
- Barwa - Szampon jajeczny - regenerujący - chemiczny zapach, strasznie lejący, wodnisty, niewydajny. Ale dobrze domywa pędzle :) Mam jeszcze jedno opakowanie, które już kończę. Nie kupię ponownie, potrzebuję czegoś bardziej wydajnego
Twarz :
- Bourjouis - Micellar Cleansig Water - [RECENZJA] - wreszcie zużyłam tego straszaka. Najgorszy płyn micelarny jaki w życiu używałam ! Nikomu nie polecam, a zainteresowanych zapraszam do recenzji. Nie kupię ponownie
- AA - Pielęgnacja młodości 18+ - oczyszczający peeling do mycia twarzy - [RECENZJA] - nic szczególnego. Wolałam jego poprzednią wersję, przed ulepszeniem. Nie kupię ponownie
- Rival de Loop - Pianka do mycia twarzy - kupiłam za grosze w CND. Bardzo niewydajna, do umycia twarzy potrzebowałam nawet 8 "pompek", co sprawiło że zużyłam go w jakies 3 tygodnie. Skóra była po niej ściągnięta, sucha. Nie nadawała się do zmywania makijażu, nie radziła sobie nawet z resztkami. Nie kupię ponownie
- Ziaja - Naturalny oliwkowy krem pod oczy i na powieki - całkiem przyzwoity krem. Dobrze nawilżał, nie podrażniał mojej wrażliwej okolicy oczu. Nadawał się zarówno na noc, jak i na dzień - pod makijaż. Może to nic wielkiego ale lubię go. Kupię ponownie
- AA - Cera Mieszana - krem na dzien zwężający pory - no nie powiedziałabym, że on zwęża pory. Poza tym bardzo przyjemny krem. Nie zapycha, skóra się po nim nie świeci. Ale nie zauważyłam jego właściwości pielęgnujących. Nie kupię ponownie
- Evitte - Nawilżający tonik - kleiła mi się twarz, nie nawilżał. Nie kupię ponownie
Niedługo zapraszam na II część, gdzie przedstawię wam produkty do pielęgnacji ciała, które udało mi się zużyć :) Mam nadzieję, ze następne denka będą już w jednej części :D Będę się przynajmniej starać ;)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
W tym miesiącu udało i się zużyć :
Z kolorówki :
- Astor - Play it Big ! - lash extensive mascara - masakra nie maskara ! Niby włoski, które miały chyba dac efekt pogrubienia albo wydłużenia rzęs były wszędzie tylko nie na rzęsach. Miałam je na całej twarzy, szczególnie po intensywnym dniu. Nie kupię ponownie
- Essence - I love Runway highlighter - bardzo go było widac na twarzy. W sensie jego granice - ciężko było go rozetrzeć. Ogólnie jakiś nie w moim typie był. Próbowałam go też dawać w wewnętrzny kącik oka, ale tam znowu był za słaby. Nie kupię ponownie
- Maybelline - the Rocket Volum' Express Mascara - jak to dziadostwo ciężko zmyć z rzęs ! Poza tym nie lubię silkonowych szczoteczek. Efekt może był fajny, ale trochę się osypywała pod koniec dnia. Nie kupię ponownie
- Eveline - bio Hyaluron 4D, BB korektor do twarzy 8 w 1 kryjąco-rozświetlający, odcień nude - no rozwietlający to on nie jest. Jakoś szczególnie też nie kryje. Ale jest lekki, nie wchodzi w zmarszczki. Mam jeszcze jeden w zapasie, ale nie kupię ponownie
A z pielęgnacji włosów :
- Schwarzkopf - Palette - Salon Colors - 9-7 Miedziany Blond - piękny kolor, jak na razie dobrze się utrzymuje, nie wypłukuje się szybko. Mam teraz włosy w kolorze złota, które wszyscy chwalą ;) Kupię ponownie
- Isana - Trocken Shampoo - średniak. Ma strasznie duszący zapach, musiałam przed nim uciekać z łazienki :D Biały nalot zostawał mi na włosach, nieba dało się do wyczesać, ale było widac, że coś tam jest. Efekt siwych odrostów nie jest u mnie pożądany. Nie kupię ponownie
- Schwarzkopf - Gliss Kur - Silk Gloss Hairspray - moc 3 extra starker halt - ja chyba jednak wolę lakiery z serii Taft. Ten był byle jaki. Słaby, nie utrzymywał niesfornych włosków tam gdzie miały być - a o to najbardziej mi chodzi. Wystarczyło, że wiał wiatr i już było po fryzurze. Nie kupię ponownie
- Green Pharmacy - Szampon do włosów suchych - olej arganowy i granat - wiecie co ? Śmierdział jak sfermentowane wino domowej roboty :D Ale poza tym przyjemny. Włosy nie były obciążone, nadawał się też do mycia pędzli. Kupię ponownie, ale spróbuję innej wersji ;)
- Garnier - Ultra Doux - Sekrety Prowansji - Morela z regionu Roussillon i olejek migdałowy - [RECENZJA] - szampon, który naprawdę bardzo mi się spodobał. Nie obciążał włosów, długo zachowywały świeżość. Bajeczny zapach. Kupię ponownie
- Biosilk - Silk - jeden z moich ulubionych jedwabi do włosów. Wiem, że to same silikony, ale ja używam go tylko jak mam spięte włosy, np. w warkocz i chcę żeby ładnie błyszczały. Jedyne "ale" mam do opakowania. Nie podoba mi się ta forma dozowania produktu, ja zawsze przelewam go do opakowania z pompką. Kupię ponownie
- Alverde - Aroma pflegeol - Kokos - bardzo przyjemny olejek. Używałam go głównie do olejowania włosów - tu spisał się świetnie. Włosy były miękkie, odżywione, lśniące. Ale także do ciała i muszę przyznać, że taka opcja nawilżania bardzo mi odpowiada - w sensownej ilości szybko się wchłania, nie brudzi ubrań, a ciało ... Ciało jest niebiańskie ! Kupię ponownie
- Inter fragrances - Seboradin Niger - Lotion kuracja do włosów przetłuszczających się, skłonnych do wypadania - nie rozumiem fenomenu tego produktu. Mi nie pomógł. Dodatkowo strasznie obciążał mi włosy. Nie kupię ponownie
- Barwa - Szampon jajeczny - regenerujący - chemiczny zapach, strasznie lejący, wodnisty, niewydajny. Ale dobrze domywa pędzle :) Mam jeszcze jedno opakowanie, które już kończę. Nie kupię ponownie, potrzebuję czegoś bardziej wydajnego
Twarz :
- Bourjouis - Micellar Cleansig Water - [RECENZJA] - wreszcie zużyłam tego straszaka. Najgorszy płyn micelarny jaki w życiu używałam ! Nikomu nie polecam, a zainteresowanych zapraszam do recenzji. Nie kupię ponownie
- AA - Pielęgnacja młodości 18+ - oczyszczający peeling do mycia twarzy - [RECENZJA] - nic szczególnego. Wolałam jego poprzednią wersję, przed ulepszeniem. Nie kupię ponownie
- Rival de Loop - Pianka do mycia twarzy - kupiłam za grosze w CND. Bardzo niewydajna, do umycia twarzy potrzebowałam nawet 8 "pompek", co sprawiło że zużyłam go w jakies 3 tygodnie. Skóra była po niej ściągnięta, sucha. Nie nadawała się do zmywania makijażu, nie radziła sobie nawet z resztkami. Nie kupię ponownie
- Ziaja - Naturalny oliwkowy krem pod oczy i na powieki - całkiem przyzwoity krem. Dobrze nawilżał, nie podrażniał mojej wrażliwej okolicy oczu. Nadawał się zarówno na noc, jak i na dzień - pod makijaż. Może to nic wielkiego ale lubię go. Kupię ponownie
- AA - Cera Mieszana - krem na dzien zwężający pory - no nie powiedziałabym, że on zwęża pory. Poza tym bardzo przyjemny krem. Nie zapycha, skóra się po nim nie świeci. Ale nie zauważyłam jego właściwości pielęgnujących. Nie kupię ponownie
- Evitte - Nawilżający tonik - kleiła mi się twarz, nie nawilżał. Nie kupię ponownie
Niedługo zapraszam na II część, gdzie przedstawię wam produkty do pielęgnacji ciała, które udało mi się zużyć :) Mam nadzieję, ze następne denka będą już w jednej części :D Będę się przynajmniej starać ;)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
Etykiety:
AA,
alverde,
Astor,
Barwa,
Biosilk,
Bourjois,
Essence,
Eveline,
Evitte,
Garnier,
Green Pharmacy,
Inter Frangrances,
Isana,
Maybelline,
Rival de Loop,
Schwarzkopf,
Ziaja
wtorek, 8 kwietnia 2014
Peelingujące żele pod prysznic Perfecta - drobnoziarnisty kontra gruboziarnisty !
Nie wiem czy właściwie jestem odpowiednią osobą do opisywania peelingów do ciała .
Właściwie nie zużyłam ich w życiu zbyt dużo. Nigdy nie wierzyłam w ich "moc". Ale od czasu do czasu sięgam po tego typu produkty. Peeling to dla mnie nie jest coś co koniecznie musi znaleźć się w mojej łazience, to raczej taki produkt dodatkowy, może być ale nie musi . W każdym razie "nie umrę" jak mi ich zabraknie ;)
Przedstawię wam je więc z punktu widzenia laika peelingowego :)
Po lewej stronie mamy dronoziarniaka po prawej - grubasa. A jak się spisały ?
Za chwilę się przekonacie :)
Zacznijmy od grubasa :
Opis producenta:
Żel pod prysznic peelingujący o pomarańczowo-kawowym zapachu, który pobudza. Polecany do codziennej pielęgnacji i mycia ciała dla osób , które pragną mieć gładkie i jędrne ciało oraz lubią kuszące zapachy.
Jak działa :
Drobiny ziaren kawy + Caffeine - SLIM complex
Pomarańczowo-kawowy zapach poprawia nastrój i dodaje pozytywnej energii.
Cóż mogę o nim rzec ? Naprawdę niesamowity, pobudzający zapach. Używam go zawsze rano, pomaga mi wrócić do świata żywych :D Ale muszę uważać, to całkiem dobry zdzierak :) Nie wiem czy nadaje się do codziennego użytku, ja staram się go tak często nie używać. Po wyjściu spod prysznica mam całe czerwone nogi, bo to głównie tam go używam.
Skóra po zastosowaniu go faktycznie jest gładka, a martwy naskórek usunięty.
Ilość drobinek jest, jak dla mnie zadowalająca. Jest ich dość dużo, dzięki czemu możemy się naprawdę dobrze i mocno wyszorować :)
Konsystencja nie jest upierdliwa jak w przypadku jego brata - żel nie ucieka z ręki, nie wylewa się między palcami . Nie ma problemu z jego dozowaniem. Tubka jest miękka i giętka, dzięki czemu możemy go zużyć do samego końca ;)
A teraz czas na drobniaka :
Oj, tutaj nie będę już tak miła. Zapach ja to zapach, ale dla mnie trochę mdły.
Do tego konsystencja - strasznie rzadka, lejąca. Żel, bo nie można tego inaczej ująć, przecieka przez palce.
(Niby w sumie jest to żel, ale ja musze się do tego przyczepić).
Dodatkowo - wiem, że on jest drobnoziarnisty, ale to to była już przesada. Był taki ... piaskowy. Nawet nie, bo jakbyśmy się piaskiem wyszorowały to przynajmniej byłby jakiś efekt (kto robi sobie peeling stóp na plaży ? :D) Po użyciu tego produktu nie odczułam na ciele żadnej różnicy. Używałam go codziennie wieczorem i starczył mi na ok 2 tygodnie. Gdyby nie to, ze dałam za niego w Biedronce jakieś grosze (ok 4 zł) pewnie była bym zła. Bo tak o to ja się mogę umyć zwykłym żelem, nie potrzebuję takiego bajerku.
Na jego korzyść przemawia jedynie to, ze tych "drobinek" było naprawdę sporo.
Dla mnie to proste - wygrywa GRUBASEK :)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
Właściwie nie zużyłam ich w życiu zbyt dużo. Nigdy nie wierzyłam w ich "moc". Ale od czasu do czasu sięgam po tego typu produkty. Peeling to dla mnie nie jest coś co koniecznie musi znaleźć się w mojej łazience, to raczej taki produkt dodatkowy, może być ale nie musi . W każdym razie "nie umrę" jak mi ich zabraknie ;)
Przedstawię wam je więc z punktu widzenia laika peelingowego :)
Po lewej stronie mamy dronoziarniaka po prawej - grubasa. A jak się spisały ?
Za chwilę się przekonacie :)
Zacznijmy od grubasa :
Opis producenta:
Żel pod prysznic peelingujący o pomarańczowo-kawowym zapachu, który pobudza. Polecany do codziennej pielęgnacji i mycia ciała dla osób , które pragną mieć gładkie i jędrne ciało oraz lubią kuszące zapachy.
Jak działa :
Drobiny ziaren kawy + Caffeine - SLIM complex
- idealnie usuwa obumarłe komórki naskórka
- wspomaga walkę ze "skórką pomarańczową"
- wygładza, ujędrnia i uelastycznia skórę
- poprawia ukrwienie skóry
- zwiększa skuteczność preparatów antycellulitowych oraz modelująco-wyszczuplających
Pomarańczowo-kawowy zapach poprawia nastrój i dodaje pozytywnej energii.
Cóż mogę o nim rzec ? Naprawdę niesamowity, pobudzający zapach. Używam go zawsze rano, pomaga mi wrócić do świata żywych :D Ale muszę uważać, to całkiem dobry zdzierak :) Nie wiem czy nadaje się do codziennego użytku, ja staram się go tak często nie używać. Po wyjściu spod prysznica mam całe czerwone nogi, bo to głównie tam go używam.
Skóra po zastosowaniu go faktycznie jest gładka, a martwy naskórek usunięty.
Ilość drobinek jest, jak dla mnie zadowalająca. Jest ich dość dużo, dzięki czemu możemy się naprawdę dobrze i mocno wyszorować :)
Konsystencja nie jest upierdliwa jak w przypadku jego brata - żel nie ucieka z ręki, nie wylewa się między palcami . Nie ma problemu z jego dozowaniem. Tubka jest miękka i giętka, dzięki czemu możemy go zużyć do samego końca ;)
A teraz czas na drobniaka :
Opis producenta:
Żel pod prysznic peelingujący o pomarańczowo-waniliowym zapachu, który zniewala. Polecany do codziennej pielęgnacji i mycia ciała dla osób, które pragną mieć gładkie i jędrne ciało oraz lubią zmysłowe zapachy.
Działanie:
Drobiny orzechów i migdałów + L-carnitine- Slim complex
Żel pod prysznic peelingujący o pomarańczowo-waniliowym zapachu, który zniewala. Polecany do codziennej pielęgnacji i mycia ciała dla osób, które pragną mieć gładkie i jędrne ciało oraz lubią zmysłowe zapachy.
Działanie:
Drobiny orzechów i migdałów + L-carnitine- Slim complex
- idealnie usuwa obumarłe komórki naskórka,
- wygładza, ujędrnia i uelastycznia skóre,
- poprawia ukrwienie skóry
- wspomaga walkę ze "skórką pomarańczową"
- zwiększa skuteczność preparatów antycelluliotowych oraz modelująco-wyszczuplających
Oj, tutaj nie będę już tak miła. Zapach ja to zapach, ale dla mnie trochę mdły.
Do tego konsystencja - strasznie rzadka, lejąca. Żel, bo nie można tego inaczej ująć, przecieka przez palce.
(Niby w sumie jest to żel, ale ja musze się do tego przyczepić).
Dodatkowo - wiem, że on jest drobnoziarnisty, ale to to była już przesada. Był taki ... piaskowy. Nawet nie, bo jakbyśmy się piaskiem wyszorowały to przynajmniej byłby jakiś efekt (kto robi sobie peeling stóp na plaży ? :D) Po użyciu tego produktu nie odczułam na ciele żadnej różnicy. Używałam go codziennie wieczorem i starczył mi na ok 2 tygodnie. Gdyby nie to, ze dałam za niego w Biedronce jakieś grosze (ok 4 zł) pewnie była bym zła. Bo tak o to ja się mogę umyć zwykłym żelem, nie potrzebuję takiego bajerku.
Na jego korzyść przemawia jedynie to, ze tych "drobinek" było naprawdę sporo.
Dla mnie to proste - wygrywa GRUBASEK :)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
niedziela, 6 kwietnia 2014
Malinowa Mamba ! Original Source, Raspberry & Vanilla Milk Shower Gel
Macie takie zapachy, które kojarzą wam się z dzieciństwem ?
Takie, które zawsze jak poczujecie cofacie się w czasie ?
Jestem pewna, że tak ;)
I ja też takie mam. Pewnie też jadłyście nałogowo Mambę jako dzieci. (Pamiętacie tą reklamę : Wszyscy maja Mambę ! Mam i ja ! ? :D) Guma rozpuszczalna to była chyba moja największa miłość, jeżeli chodzi o słodycze ;) Nigdy nie byłam czekoladożercą, poza Mambą, to chyba najbardziej kochałam żelki (ale nie o tym Weroniczka, nie o tym, do rzeczy) . Moim ulubionym smakiem była malinowa. Do daj pory zdarza mi się ją kupować :D
Opis producenta :
Nierutynowe marshmallow. Co potrafi połączenie dojrzałych i soczystych malin ze słodyczą i aromatem wanilii? Może zamienić się w pianki marshmallow. My ukryliśmy je w żelu pod prysznic. Jest więc słodko, różowo, aromatycznie i bez rutyny. Malina w towarzystwie wanilii może umilać czas co rano, co wieczór lub kiedykolwiek tylko masz ochotę.
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Parfum, Rubus Idaeus Fruit Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Poluquaternium-7, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, CI 16035, CI17200
Kiedy pierwszy raz powąchałam ten żel, chyba około 2 lata temu, przepadłam ! Ślinianki zaczęły intensywnie pracować, w Rossmannie dosłownie dostałam ślinotoku ! Wstyd był, ale trudno. :D Dosłownie przeniosłam się w czasie, kiedy opakowanie Malinowej Mamby znikało u mnie w kilka sekund ;)
Pamiętam jak dzisiaj, była wtedy promocja, od razu przygarnęłam 3 buteleczki :)
Nie miałam wtedy jeszcze styczności z tymi żelami, nie wiedziałam jak się spiszą, ale zapach dosłownie mnie kupił . Miałam ochotę kąpać się w tym, myć się, pachnieć tak i go zjeść !
To, że niesamowicie pachnie, to już wiecie, a co poza tym ?
Jak widać konsystencja jest kremowa, taka budyniowa. Dobrze się pieni, ale nie tworzy tak gęstej, zbitej piany, jak tego typu produkty w reklamach telewizyjnych. Niewielka ilość wystarczy, zeby się umyć, ale nie będę udawać, ze używam go mało :D Walę go na siebie jak szalona, ale to moje zboczenie tym zapachem .
Gdyby nie to, byłyby całkiem wydajny. Innych zapachów aż tak nie molestuję i starczają mi na długo.
Nie wysusza mi skóry, ale też nie nawilża jak obiecuje producent, zapach też nie utrzymuje się na ciele, niestety... Wtedy myślę, że byłby moim ideałem. Gdyby tylko ten zapach mógł pozostać ze mną na dłużej ..
Dodatkowo naprawdę ładne, niestandardowe opakowanie plus silikonowy "zaworek", który nie pozwala wylać się produktowy, mimo że stoi na głowie :D
Cena bez promocji - mało zachęcająca (ok. 9 zł za 250 ml), sama najchętniej kupuję zele za 3-4 zł, ale zawsze poluję na promocję OS :)
Wiem, ze jest zarówno wiele zwolenników, jak i przeciwników żeli OS. Ja zaliczam się do pierwszej grupy ;)
Może OS pomyśli o stworzeniu balsamów do ciała ? Będę stałym kupującym/klientem :D
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
Takie, które zawsze jak poczujecie cofacie się w czasie ?
Jestem pewna, że tak ;)
I ja też takie mam. Pewnie też jadłyście nałogowo Mambę jako dzieci. (Pamiętacie tą reklamę : Wszyscy maja Mambę ! Mam i ja ! ? :D) Guma rozpuszczalna to była chyba moja największa miłość, jeżeli chodzi o słodycze ;) Nigdy nie byłam czekoladożercą, poza Mambą, to chyba najbardziej kochałam żelki (ale nie o tym Weroniczka, nie o tym, do rzeczy) . Moim ulubionym smakiem była malinowa. Do daj pory zdarza mi się ją kupować :D
Opis producenta :
Nierutynowe marshmallow. Co potrafi połączenie dojrzałych i soczystych malin ze słodyczą i aromatem wanilii? Może zamienić się w pianki marshmallow. My ukryliśmy je w żelu pod prysznic. Jest więc słodko, różowo, aromatycznie i bez rutyny. Malina w towarzystwie wanilii może umilać czas co rano, co wieczór lub kiedykolwiek tylko masz ochotę.
Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Parfum, Rubus Idaeus Fruit Extract, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Poluquaternium-7, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Styrene/Acrylates Copolymer, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, CI 16035, CI17200
Kiedy pierwszy raz powąchałam ten żel, chyba około 2 lata temu, przepadłam ! Ślinianki zaczęły intensywnie pracować, w Rossmannie dosłownie dostałam ślinotoku ! Wstyd był, ale trudno. :D Dosłownie przeniosłam się w czasie, kiedy opakowanie Malinowej Mamby znikało u mnie w kilka sekund ;)
Pamiętam jak dzisiaj, była wtedy promocja, od razu przygarnęłam 3 buteleczki :)
Nie miałam wtedy jeszcze styczności z tymi żelami, nie wiedziałam jak się spiszą, ale zapach dosłownie mnie kupił . Miałam ochotę kąpać się w tym, myć się, pachnieć tak i go zjeść !
To, że niesamowicie pachnie, to już wiecie, a co poza tym ?
Jak widać konsystencja jest kremowa, taka budyniowa. Dobrze się pieni, ale nie tworzy tak gęstej, zbitej piany, jak tego typu produkty w reklamach telewizyjnych. Niewielka ilość wystarczy, zeby się umyć, ale nie będę udawać, ze używam go mało :D Walę go na siebie jak szalona, ale to moje zboczenie tym zapachem .
Gdyby nie to, byłyby całkiem wydajny. Innych zapachów aż tak nie molestuję i starczają mi na długo.
Nie wysusza mi skóry, ale też nie nawilża jak obiecuje producent, zapach też nie utrzymuje się na ciele, niestety... Wtedy myślę, że byłby moim ideałem. Gdyby tylko ten zapach mógł pozostać ze mną na dłużej ..
Dodatkowo naprawdę ładne, niestandardowe opakowanie plus silikonowy "zaworek", który nie pozwala wylać się produktowy, mimo że stoi na głowie :D
Cena bez promocji - mało zachęcająca (ok. 9 zł za 250 ml), sama najchętniej kupuję zele za 3-4 zł, ale zawsze poluję na promocję OS :)
Wiem, ze jest zarówno wiele zwolenników, jak i przeciwników żeli OS. Ja zaliczam się do pierwszej grupy ;)
Może OS pomyśli o stworzeniu balsamów do ciała ? Będę stałym kupującym/klientem :D
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
wtorek, 1 kwietnia 2014
Domowy Salon Urody - Nogi i Stopy - Pielęgnacja
Dawno nie przekazywałam Wam mądrości mądrości Domowego Salonu Urody, czas więc wreszcie to nadrobić :) Zbliża się lato, będziemy więc często pokazywać nogi, a już na pewno stopy. Przynajmniej ja. Nawet jak w lecie jest zimno zawsze mam nogi na wierzchu :D Jakkolwiek to nie brzmi :P
1) Olej osłabiający włoski
Gdy mimo depilacji, dość szybko odrastają ci włoski na nogach, zastosuj olej krokoszowy (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością i kosmetycznych), który mocno osłabia kondycję włosów. Zacznij smarowanie tym olejem od razu po mocnej depilacji (usuwającej włoski z cebulkami). Powtarzaj co najmniej przez 10 dni. Po kilku takich kuracjach włoski zjaśnieją, zmiękną i będą znacznie słabsze.
2) Depilacja na słodko
Domową skuteczną depilację zrobisz przy użyciu mikstury cukrowej. Rozpuść dwie szklanki cukru w soku z trzech cytryn, gotuj na małym ogniu, powoli, aż masa lekko zbrązowieje. Wtedy dodaj 2 łyżeczki gliceryny i wymieszaj. Taką miksturę lekko przestudź i nakładaj np. pędzelkiem na skórę. Naklejaj paski tkaniny i po chwili zrywaj szybkim i zdecydowanym ruchem.
3) Gdy skóra jest zmieniona
Jeśli po depilacji skóra piecze (mnie piecze:D), pomoże ci zimny kompres. Czerwone kropki na skórze zaś to oznaka stanu zapalnego. Można go łatwo zlikwidować, okładając nogi kompresem z sody oczyszczonej. Wystarczy łyżeczkę sody rozpuścić w szklance ciepłej wody i zmoczyć roztworem gazę, a następnie nałożyć na 10 minut na zmienione miejsca.
4) Miód w roli kosmetyku
Podrażnioną skórę po usuwaniu włosków możesz też smarować miodem pszczelim, który ma właściwości bakteriobójcze i łagodzące.
5) Używaj balsamów
Jak najczęściej smaruj nogi balsamami. W ten sposób wprawdzie zmiękczasz skórę, co ułatwia porost włosów, ale jednocześnie chronisz ją przed wrastaniem odrastających włosków w warstwę naskórka, co prowadzi do stanów zapalnych i bólu.
Szczególnie polecam sposób pierwszy, z olejem krokoszowym ;)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
1) Olej osłabiający włoski
Gdy mimo depilacji, dość szybko odrastają ci włoski na nogach, zastosuj olej krokoszowy (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością i kosmetycznych), który mocno osłabia kondycję włosów. Zacznij smarowanie tym olejem od razu po mocnej depilacji (usuwającej włoski z cebulkami). Powtarzaj co najmniej przez 10 dni. Po kilku takich kuracjach włoski zjaśnieją, zmiękną i będą znacznie słabsze.
2) Depilacja na słodko
Domową skuteczną depilację zrobisz przy użyciu mikstury cukrowej. Rozpuść dwie szklanki cukru w soku z trzech cytryn, gotuj na małym ogniu, powoli, aż masa lekko zbrązowieje. Wtedy dodaj 2 łyżeczki gliceryny i wymieszaj. Taką miksturę lekko przestudź i nakładaj np. pędzelkiem na skórę. Naklejaj paski tkaniny i po chwili zrywaj szybkim i zdecydowanym ruchem.
3) Gdy skóra jest zmieniona
Jeśli po depilacji skóra piecze (mnie piecze:D), pomoże ci zimny kompres. Czerwone kropki na skórze zaś to oznaka stanu zapalnego. Można go łatwo zlikwidować, okładając nogi kompresem z sody oczyszczonej. Wystarczy łyżeczkę sody rozpuścić w szklance ciepłej wody i zmoczyć roztworem gazę, a następnie nałożyć na 10 minut na zmienione miejsca.
4) Miód w roli kosmetyku
Podrażnioną skórę po usuwaniu włosków możesz też smarować miodem pszczelim, który ma właściwości bakteriobójcze i łagodzące.
5) Używaj balsamów
Jak najczęściej smaruj nogi balsamami. W ten sposób wprawdzie zmiękczasz skórę, co ułatwia porost włosów, ale jednocześnie chronisz ją przed wrastaniem odrastających włosków w warstwę naskórka, co prowadzi do stanów zapalnych i bólu.
Szczególnie polecam sposób pierwszy, z olejem krokoszowym ;)
Trzymajcie się,
Pozdrawiam cieplutko W. :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)