Co tu dużo mówić, dla osób które zetknęły się chociaż raz w swoim życiu z masłami TBS nie muszę nic tłumaczyć (no, chyba że należycie do tych osób, które nie są w nich zakochane, rozumiem:)).
Cieszę się, że znalazłam się wreszcie w gronie szczęściarzy, którzy jako pierwsi w Polsce mogli wypróbować to cudo.
Opakowanie tradycyjne, skromne, ale ładne, plastikowe. Niewielkie, ale zawiera wszystko czego trzeba. Dodatkowo, co mnie urzekło to szata graficzna oraz połączenie beżu i błękitu - boskie, nieprawdaż ?
Konsystencja typowa dla maseł (nawet kolor taki ma, ha) - zbita, twarda. Rozgrzewa się pod wpływem ciepła naszych palców, dzięki czemu nie trzeba go wiele. Ekspresowo się wchłania, czyniąc ciało niesamowicie miękkim i gładkim.
Cudowny, elegancki, zniewalający. Bardzo intensywny. Ciągle przy mnie jest, ciągle odkręcam, ciągle wącham. Zapach totalnie mój - ciężki, kobiecy, słodki.
Bez makijażu wygląda jak hot piętnastka, like it !
Ale podoba mi się nie tylko jego zapach, ale i działanie. Stopy, łokcie, dłonie - wszystko miękkie i nawilżone. Podkrada mi go nawet mój TŻ, a od kosmetyków on stroni, więc to dobra recenzja dla tego masełka. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, a skórę wygładza natychmiastowo !
Masełko zdążyło już podbić moje serce. Chyba skuszę się na inne produkty z tej serii. W sklepach dostępne od 8 sierpnia, biorę olejki !
Zapraszam was na fan page TBS warto !
Pozdrawiam,
Trzymajcie się W. :*